Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty

Witam wszystkich znowu, po tygodniu :) Na razie będę się starała wrzucać jeden post tygodniowo, żeby się trochę wdrążyć, a później może zwię...

Za co kocham Warszawę? + zdjęcia ♥

Witam wszystkich znowu, po tygodniu :) Na razie będę się starała wrzucać jeden post tygodniowo, żeby się trochę wdrążyć, a później może zwiększę tę częstotliwość.

Jako, że jestem z Białegostoku i pociągiem mam trochę ponad 2 godziny jazdy do Warszawy, to nie powiem, dość często zdarza mi się w niej bywać. Zauważyłam wiele różnic między stolicą a miastem, w którym mieszkam. Przede wszystkim liczba ludzi. Samych mieszkańców w Warszawie jest ponad 1,7 MILIONA, kiedy u mnie mieszka zaledwie niecałe 300 tysięcy. Pamiętajmy jednakże, że do stolicy przyjeżdżają wszyscy i jest tam zawsze pełno turystów, więc ta liczba się jeszcze zwiększa.


Przez to, że jest tylu przejezdnych w Warszawie możemy spotkać ludzi z całego świata, co jest naprawdę bardzo przyjaznym zjawiskiem. Można poznać wiele nowych kultur, ich zwyczajów i wszystkiego co się z tym wiąże.


Warszawa ogólnie jest dość specyficznym miastem, które większość mówi, że albo się je lubi albo nie. Ja tak nie uważam do końca, gdyż zależy to od pewnych czynników. Ja na początku kiedy przyjeżdżałam do Warszawy to bardzo jej nie lubiłam a już szczególnie jesienią i zimą, bo wydawało mi się że zwyczajnie jestem otoczona przez beton i musiałam się dobrze rozejrzeć, żeby zobaczyć drzewa... Ale coś się zmieniło. Zaczęłam coraz częściej wracać do stolicy, czy to do rodziny, czy na wycieczki, czy po prostu dla relaksu (wiem, trochę dziwne połączenie Warszawa i relaks). I za każdym razem bardziej mi się to podobało. Zauważałam coraz więcej rzeczy i zaczęłam w tym widzieć jakiegoś rodzaju piękno.




W stolicy życie dosłownie gna, już nawet nie biegnie, tylko gna. Wszyscy biegają i może dlatego nie zauważają co ich otacza. W Białymstoku, jak i na całym Podlasiu, ludzie mam wrażenie, robią wszystko wolniej, spokojniej. Nie spieszy im się za bardzo. Bardzo rzadko ktoś biegnie na autobus :) Dlatego też mam czas popatrzeć na wszystkie budynki, na rośliny, na innych ludzi. I polecam Wam wszystkim z takim podejściem pojechać do Warszawy, podejść do wszystkiego na luzie. Obejrzeć się dookoła, popatrzeć na innych ludzi, pogadać z nimi, bo ludzie wcale nie są aż tak niemili jak to się mówi ;)




Jedno z wielu co kocham w Warszawie to to, że tu nieustannie coś się dzieje. Zawsze można coś zobaczyć, posłuchać, gdzieś być. Zwyczajnie ciężko się nudzić. Jest pełno muzeów, które też nie są takie tradycyjne o jakich myślimy, kiedy ktoś powie słowo muzeum. Na Starówce zwłaszcza w wakacje, non-stop coś się dzieje. Ja ostatnio jak byłam to załapałam się na koncert ;) Pełno jest też oczywiście zabytków, gdzie zawsze jest mnóstwo turystów, przez których nie raz trzeba się przedzierać :D Hahah no dobra nie jest aż tak źle.




Jeśli nie jesteście fanami tego typu rzeczy to bardzo polecam po prostu przejście się po dzielnicach Warszawy, bo każda jest inna i ma trochę inny klimat. A takie zwykłe przejście się ulicami miasta jest najlepsze do jego poznania.




Czy Warszawa jest dobrym miejscem do mieszkania? Szczerze? To zależy od człowieka, co woli. Mi osobiście by nie przeszkadzało to życie w obecnym momencie jakim jestem, bo jeszcze 2 lata temu powiedziałabym, że nie zbyt fajnie by się tam mieszkało właśnie przez ilość tych ludzi, więc to może być lekki minus dla niektórych.

Zostało mi jeszcze trochę zdjęć, więc teraz je tu wstawię, żebyście sami zobaczyli jak pięknie jest w tej naszej stolicy :D














Warszawę da się lubić. Ja ją polubiłam z czasem, ale wszystkim którzy jeszcze nie są za bardzo przekonani, polecam pojechanie na parę dni do Warszawy i nie biec wszędzie. Jeśli czegoś się nie zobaczy jednym razem, to jak na razie stolica trzyma się twardo i nigdzie nie ucieka, więc będzie można do niej wrócić :D Polecam też pójście do warszawskiego zoo, z którego też wiedzieliście zdjęcia, bo te zwierzątka są zwyczajnie urocze i miło jest na nie patrzeć.

Jeśli macie jakieś pytania czy o mnie czy o Warszawie czy jakiekolwiek piszcie w komentarzach a ja na pewno na nie odpowiem.

Mam nadzieję, że spodobał się Wam ten post, bo troszkę się starałam i mam nadzieję, że tak zostanie :)

xx

Ola


U mnie systematyczność chyba nie istnieje. Blogerka ze mnie żadna, ale czemu? Właśnie dlatego chce Wam przedstawić jak wygląda normalne życi...

Jak naprawdę wygląda normalne życie?

U mnie systematyczność chyba nie istnieje. Blogerka ze mnie żadna, ale czemu? Właśnie dlatego chce Wam przedstawić jak wygląda normalne życie każdego z nas.

Często myślimy, że ci którzy mają więcej pieniędzy od nas, mają wspaniałe życie. To jest kompletna bzdura. Każdy ma swoje cięższe dni i lepsze. Niektórzy po prostu jednych mają więcej niż innych. Czemu tak jest? Nastawienie bardzo dużo daje i też odpowiedni wiek. Ja mając prawie 18 lat nie przechodzę łatwego okresu w życiu jakby się zdawało.

Presja otacza nas wszystkich. Nie wszyscy umieją się z nią pogodzić. Ja zawsze sobie wyobrażam presję jako małe, wredne zwierzątko, które ciągle gryzie Cię w kark. Jeśli go nie zabierzesz, przegryzie tętnicę. Jak sobie z nią poradzić? Nie wiem. Dlaczego? Bo też jestem człowiekiem i też mam problemy. To, że w dużym stopniu prezentuję swoje życie w internecie nic nie znaczy. Zawsze się pokazuje to co się chce.

A jak wygląda większość normalnych dni?

Budzisz się.

Wstajesz.

Sprawdzasz co się działo przez noc u znajomych/ celebrytów.

Idziesz do łazienki się ogarnąć.

Jesz śniadanie.

Idziesz do szkoły/pracy.

Wracasz do domu.

Robisz porządki/pracę domową.

Jesz.

Idziesz spać.

I tak w kółko. Tak wygląda życie każdego z nas. Czy możesz je zmienić? Odpowiedź jest prosta: tak. To ty trzymasz całe swoje życie w swoich rękach. Dano Ci coś takiego jak wolna wola, więc ją wykorzystaj.

To jakie tutaj przedstawiłam życie jest bardzo uproszczone. Na to jak się czujemy, co robimy wpływa niezmierna ilość czynników, która może zmienić wszystko.

Bardzo ważne jest, żeby mieć zaufanych znajomych, ale też i hobby. Coś co wypełni całe Twoje życie. Każdy ma coś w czym jest dobry. Jeśli to jest zbieranie muszelek - zbieraj je. Jeśli to jest robienie zdjęć - rób je. Jeśli to jest uprawianie sportu - trenuj.

Dla wielu mogę teraz bredzić, ale jednak mówię prawdę. Chcecie, żeby Wasze życie wyglądało tak jak te, które tu przedstawiłam? Powiem, że nie jest za ciekawe, bo sama takie mam. Jestem dokładnie taka sama jak 90% populacji. Staram się jednak to zmieniać, bo chcę za 40-50 lat powiedzieć, że przeżyłam swoje życie tak jak chciałam i chyba każdy o tym marzy.

Może ten post nie jest dobrze napisany, ale pisałam po prostu to co miałam w głowie i chciałam się z Wami tym podzielić. Jeśli się Wam spodobał to jestem niezmiernie szczęśliwa :)

Nikt nie powiedział, że życie jest łatwe, ale nikt też nie powiedział, że nie możemy tego zmienić ;)

xx

Alex

Jako, że ja osobiście właśnie jestem w połowie drugiej klasy liceum, czyli już bliżej niż dalej, to mogę się już wypowiedzieć na niektóre te...

Wyobrażenia liceum vs rzeczywistość

Jako, że ja osobiście właśnie jestem w połowie drugiej klasy liceum, czyli już bliżej niż dalej, to mogę się już wypowiedzieć na niektóre tematy, a właściwie odpowiedzieć na mity, które krążą wśród nastolatków.

1. W liceum jest dużo więcej nauki niż w gimnazjum.

PRAWDA, ale nie zawsze.To zależy też od tego do jakiego pójdziecie liceum, czy lepszego czy gorszego. Ja mogę powiedzieć na swoim przykładzie, że chodziłam do najlepszego gimnazjum w Białymstoku i chodzę do najlepszego liceum w Białymstoku. Na pewno jest trochę więcej nauki, ale jeśli ktoś jest dobrze zorganizowany to całą pewnością da radę ze wszystkim i będzie miał jeszcze mnóstwo wolnego czasu :)

2. Nauczyciele nie będą już Wam na nic pozwalać.

FAŁSZ. I to całkowite kłamstwo. Nauczyciele w ogóle nie traktują nas jak ludzi prawie dorosłych, bądź już nawet dorosłych. Dla nich jesteśmy dziećmi. I owszem są wzmianki typu "w tym wieku to już Wam nie wypada tak robić", ale spokojnie. Nauczyciele w gimnazjum i nauczyciele w liceum zachowują się dokładnie tak samo.

3. Ludzie są już bardziej dorośli/poważni.

FAŁSZ. No niestety tu się nic nie zmienia :) Zwłaszcza w pierwszej klasie, gdy jesteście od razu po gimnazjum. Przyjście do liceum nie sprawi magicznie, że będziecie dorośli. Akurat ta sprawa to indywidualna cecha każdego człowieka i nie ma na to reguły.

4. Bardzo trudno jest się dostać do lepszego liceum.

PRAWDA / FAŁSZ. Tutaj mam raczej zdanie podzielone. Powiem tak, że na pewno nie jest tak, że bez laureata Was nie wezmą, bo mnie przykładowo wzięli. Jednakże trzeba mieć wysoką średnią z gimnazjum i dobrze zdane egzaminy, bo jak to olejecie to w tym momencie możecie się żegnać z wymarzonym liceum. Jest zawsze jeszcze druga opcja, czyli drugi nabór. Wtedy progi są zawsze obniżane i jest duża szansa, że jeśli nie dostaliście się tam gdzie chcecie to jeśli jest jeszcze miejsce w danej klasie to Was przyjmą.

5. W dobrym liceum są sami mądrzy ludzie.

FAŁSZ i to całkowity. Są ludzie mądrzy, ale też są ludzie, którzy dostali się, bo mieli laureata z jakiejś olimpiady kompletnie nie związanej ze swoim profilem. Znam paru ludzi, którzy właśnie tak się podostawali, więc nie myślcie, że będziecie najgłupsi w klasie. Trzeba wierzyć w siebie :)

6. "Przyjaźń dla hajsu".

PRAWDA / FAŁSZ. Tu naprawdę zależy do jakiego liceum traficie, bo znam licea, gdzie to kto ile ma w portfelu mocno się liczy, ale nigdy aż tak, żeby nie znaleźć przyjaciół. Jednak jest coś takiego, że jeśli nie masz markowych rzeczy to jesteś trochę niższej klasy, ale jeśli trafisz na odpowiednich ludzi to nie będzie miało to żadnego znaczenia.

 7. Po liceum musisz iść na studia.

FAŁSZ. Po liceum jak i po każdej innej szkole możesz robić to co chcesz robić. Nikt Ci nie może tego warunkować. 

To tylko parę mitów, które na bieżąco sobie przypominałam. Podkreślę też, że to jest moja opinia na te tematy i macie zupełne prawo się ze mną nie zgodzić :) Jednak i tak zachęcę Was do komentowania, subskrybowania itd. :D 

xx

Alex 

Dzisiaj przychodzę do Was z takim trochę pogadankowym postem. Oglądając już jakiś czas temu filmiki na youtubie, zobaczyłam, że Lilly aka II...

#GirlLove

Dzisiaj przychodzę do Was z takim trochę pogadankowym postem. Oglądając już jakiś czas temu filmiki na youtubie, zobaczyłam, że Lilly aka IISuperWomanII wrzuciła właśnie filmik o takim tytule. Z racji tego, że nie mam kanału na youtubie (no właściwie to mam, ale nie jest użytkowany w ten sposób) postanowiłam napisać post na ten temat, bo to dość ważne. Pewnie zapytacie o co chodzi. Zaraz wszystko wyjaśnię.


Podejrzewam, że dość duża część dziewczyn, kiedy ktoś zadaje Wam pytanie: "Czy wolisz przyjaźnić się z chłopakami czy z dziewczynami?"  odpowiada, że z chłopakami. Czemu? "Bo łatwiej się z nimi dogadać" I właśnie o to chodzi w tym całym hasztagu! Girl Love, czyli po prostu miłość dziewczyny. My jako kobiety lubimy siebie oceniać i rzadko są to komplementy. Ja sama ostatnio miałam sytuacje, kiedy szłam do dziadków i zaraz po tym szłam na imprezę andrzejkową do koleżanki. Powiedziałam wtedy do taty, że musimy trochę wcześniej wrócić, bo muszę się przebrać jeszcze i pomalować, a wtedy tata się zapytał czy będą tam jacyś chłopcy, a ja że nie, same dziewczyny i dlatego właśnie muszę się umalować, zwłaszcza że ich dawno nie widziałam.

Stereotypowo każda dziewczyna ocenia inne, obgaduje je za plecami, chce być lepsza od innych dziewczyn i musi im pokazać, że jest od nich mądrzejsza i ładniejsza. Czy tak jest naprawdę? Niestety w dużej mierze tak. Często w telewizji, w różnych programach jest to wyolbrzymione i wydaje nam się to bardzo przesadzone i nieprawdziwe, ale to wcale nie odbiega tak daleko od prawdy. My koniecznie musimy pokazać się z jak najlepszej strony, musimy się pochwalić czy to nowym samochodem, nową pracą, jakimiś osiągnięciami, nowym chłopakiem, ogólnie musimy pokazać, że mamy coś czego one nie mają, chcemy, żeby nam zazdrościły.


Czemu tak jest? Logiki nie ma w tym żadnej. Przecież każda z nas jest wyjątkowa, inna i powinnyśmy się wspierać, bo kto lepiej zrozumie kobietę niż druga kobieta? Na pewno nie jakiś facet, bo oni są mało spostrzegawczy. Tylko dziewczyna będzie umiała pomóc drugiej dziewczynie i będzie wiedziała jak jej pomóc, bo wie co czuje i co to z nią robi. Jednak tak samo jak wie jak jej pomóc, tak samo każda dziewczyna wie jak najbardziej skrzywdzić drugą dziewczynę, bo mimo, że jesteśmy inne to zawsze jest jakaś część wspólna. Przecież nie jesteśmy innymi gatunkami ;)

Piszę w ogóle ten post, bo mam co raz więcej wyświetleń na blogu, nie wiem jak długo to się jeszcze utrzyma, ale przez to, że widzę jak te liczby ciągle rosną to jestem świadoma, że więcej osób napotka na ten post i może nawet go przeczyta i coś to zmieni, więc mam do Was taki apel.

Jako dziewczyna mówię teraz do wszystkich dziewczyn czytających to:
Nie potrzebujecie makijażu, nie musicie mieć idealnej figury, nie musicie udawać kogoś kim nie jesteście, nie musicie mieć najdroższych ubrań, bo to naprawdę nie jest w życiu ważne. Ważne jest to, żeby być szczęśliwym i napełniać tym szczęściem innych ludzi. Nie myślcie o tym co inni o Was myślą, choć wiem jakie to cholernie ciężkie, bo sama przez cały czas myślę o tym, jakie zdanie na mój temat mają inni. Ale nie pozwólcie, żeby to kierowało Waszym życiem, bo będziecie tego żałować. I najważniejsze: nie patrzcie na inne dziewczyny jak na Waszych wrogów. Tylko one Was zrozumieją, bo przechodzą podobne sytuacje. Mamy tak samo zryte mózgi i to nas łączy :) Musimy się trzymać razem, bo jak my nie będziemy się trzymać razem to już nie będzie się czego trzymać. Pamiętajcie, że zawsze w jakimś stopniu to co dajemy dla świata, to do nas wraca. Także powiedzcie swojej koleżance jutro, że ładnie wygląda, albo zapytajcie się jak tam minął jej dzień, a może zaskoczycie się (oczywiście pozytywnie) jej odpowiedzią.

Filmik Lilly:


Mam nadzieję, że spodobał się Wam ten post, bo bardzo mi zależało na jego napisaniu. Nie obrażę się, jeśli zaobserwujesz mojego bloga, bo w przyszłości pojawi się więcej takich postów. Jeśli macie jakieś pomysły o czym mogłabym napisać to piszcie w komentarzach. Mam jeszcze ciągle nieopublikowany, ale napisany post o mojej historii i o kompleksach, ale jak powiedziałam nie pojawi się on publicznie dopóki ktoś tego nie będzie chciał, więc jeśli chcecie poczytać o tym to dajcie mi znak.

Zapraszam na aska i na moją stronę z fotografią na facebook'u :)

Sądzicie, że powinnam założyć fanpage?

xx

Alex

.

Długo mnie tu nie było chyba. Już prawie miesiąc. Dzisiaj dość taki osobisty post, gdyż opowiem co się tam u mnie działo i co zamierzam robi...

Szkoła, stres i czemu mnie nie było? + moje zdjęcia ♥

Długo mnie tu nie było chyba. Już prawie miesiąc. Dzisiaj dość taki osobisty post, gdyż opowiem co się tam u mnie działo i co zamierzam robić w przyszłości a w tle jeśli ktoś nie chce czytać tego co piszę to będę wklejać zdjęcia, które zrobiłam :)

Zaczynając, to listopad był miesiącem bardzo ciężkim dla mnie. Nie wiem czy już o tym wspominałam na tym blogu, ale ja chodzę obecnie do 2 klasy liceum do klasy humanistycznej, ale typową humanistką nie jestem. Jak ja to zawsze mówię, jestem humanistką z dawnego tego pojęcia znaczenia. Jestem ze wszystkiego dość tak samo dobra, nic nie sprawia mi dużo kłopotu i w niczym nie jestem jakaś tragiczna. Przez to właśnie miałam problem z wyborem klasy. Poszłam na humana, bo chciałam iść na prawo. Pod koniec pierwszej klasy już byłam bliska przeniesienia się do innej klasy. Myślałam wtedy konkretnie o mat-geo, ale moi rodzice powiedzieli, że jak chcę to mogę chodzić na korki z matmy.


Pomyślałam, że nie chcę sobie zamykać żadnej drogi, więc zdecydowałam się na te korki i na nie przeniosłam się do tamtej klasy. W wakacje moja siostra zaproponowała mi, że może mi udzielać korepetycji z chemii jeśli chce. Z racji, że chemię lubię, a nie wiem gdzie pójdę na studia, zgodziłam się. I tak załatwiłam sobie korki z 2 przedmiotów, oczywiście rozszerzonych. I tak uczyłam się przez 2 miesiące, aż miałam dość. Byłam wiecznie zmęczona, na nic nie miałam czasu, ale przede wszystkim ja już nie miałam chęci. Kiedy myślałam o nauce mój mózg od razu się buntował. Nie mogłam się uczyć, nie mogłam się skupić, byłam cały czas rozdrażniona, cały czas się stresowałam, mało jadłam i złapałam trochę jedynek w szkole.


Zaniedbałam kompletnie wszystko: bloga, moją stronę ze zdjęciami, naukę, czytanie książek, nawet znajomych. W połowie listopada postanowiłam wziąć się w garść i znaleźć w sobie odwagę i się przenieść do innej klasy tam gdzie będzie mi łatwiej. Pomyślałam o klasie przyrodniczej, czyli mat-chem-biol. Przez kolejne tygodnie załatwiłam wszystko, załatwiłam przeniesienie się. Z dnia na dzień dyrektor powiedział, żebym się przeniosła i tak zrobiłam, ale nie wyszło mi to na dobre. W ciągu 1 tygodnia przez sam stres schudłam 2 kg. Nie dałam rady nic jeść, bo miałam zwyczajny wstręt do jedzenia. Kolejne dni też nie były za ciekawe. Przeniosłam się w czwartek. To był najgorszy dzień w moim życiu.
Po pierwszym dniu chciałam od razu wrócić, bo miałam taką możliwość. Dyrektor dał mi możliwość powrotu w ciągu 2 tygodni bez żadnych konsekwencji ani nic. Pomyślałam oczywiście, ze no pierwszy dzień jest zawsze zły i muszę trochę jeszcze pobyć i zobaczyć co i jak. Okazało się, że nie tylko sam fakt przeniesienia się mi nie przypadł do gustu, ale także nauczyciele okazali się krótko mówiąc tragiczni. Ja chcę zdawać na maturze matmę i chemię, biologia była jako taki dodatek, bo w sumie lubię biologię, no ale niestety z panią uczącą tego przedmiotu to się nie polubiłyśmy. Tak cisnęła, że ja ucząc się do biologii wykonywałam tyle pracy ile wykonywałam na humanie robiąc jeszcze korki z 2 przedmiotów. Chemia okazała się beznadziejna, bo nauczycielka znalazła się chyba ogólnie na nie swoim miejscu, gdyż nie to, że nie umiała uczyć, ona nie uczyła w ogóle. Z moją siostrą nauczyłam się milion razy więcej i lepiej niż z tą babką oni mieli. Jedynie matematyka to był miły punkt w tym wszystkim, bo pani była bardzo dobra.


Niestety moja psychika była na wyczerpaniu. Może nie było gorzej niż wcześniej, ale nadal było źle. Nic się nie zmieniło, a pojawiły się nowe utrudnienia. Po prawie tygodniu wróciłam to swojej starej klasy. Niektórzy mogą uznać, że stchórzyłam, ale ja wcale tego nie zrobiłam. Ja po prostu przyznałam,  że sobie z czymś nie radzę. Tchórzy i poddaje się ktoś, kto nie chce się do tego przyznać. W czymś jesteśmy dobrzy, ale jest coś z czymś sobie nie radzimy i wymaga odwagi przyznanie się do tego. Był to dość dobry test też na znajomych, gdyż większość cieszyła się, że wracam, ale nie wszyscy, byli też ci którzy mówili, że głupio zrobiłam, że się poddałam i że nawet nie spróbowałam i że będę żałować. Tylko, że do tej pory jakoś nie żałuję. Dużo się w sumie nauczyłam. Przede wszystkim tego, żeby doceniać to co mam i ustalić swoje priorytety. W tym wypadku moja psychika była dla mnie priorytetem. Dużo mniej narzekam też na wszystko i widzę rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Jestem teraz lepiej zorganizowana, mam swój harmonogram i w  miarę się do niego stosuję :)


Morał z tego wszystkiego płynie taki: jak chcesz coś zrobić to to zrób i nie patrz na to co myślą inni. Jeśli ci to nie wyjdzie to się nie przejmuj. Ma prawo nie wyjść. Nie jesteś idealny i to cię czyni wyjątkowym.

A co do spraw bloga, to powoli będę wracać. Nie wiem jeszcze na ile to będzie regularnie, ale na pewno nie będzie to 1 post na miesiąc :D Niedługo święta, więc może szykować się coś świątecznego :) Stęskniłam się za tym i nigdy nie zamierzam zrezygnować z tego co sprawia mi przyjemność.

Życzę Wam miłych Mikołajek :)

xx

Alex

P.S. Wszystkie zdjęcia są moją własnością, objęte są więc prawami autorskimi i nie wolno ich kopiować.

Hej, witajcie po tygodniowej przerwie. Nadal nie umiem sobie poradzić ze szkołą i blogiem. Z jednej strony jestem w drugiej klasie liceum i ...

Znajdź trochę szczęścia

Hej, witajcie po tygodniowej przerwie. Nadal nie umiem sobie poradzić ze szkołą i blogiem. Z jednej strony jestem w drugiej klasie liceum i mam pełno sprawdzianów lub kartkówek, oprócz szkoły jeszcze mam korki z chemii rozszerzonej i matematyki rozszerzonej (jakby co to jestem na humanie) a z drugiej strony mam ten blog i czuję ogromną odpowiedzialność, żeby ciągle wstawiać nowe posty i przede wszystkim żeby były dobre a tak naprawdę ciągle robię coś związanego z nauką, w której idzie mi coraz gorzej. Kiedy mam chwilę wolnego to chcę wtedy odpocząć i nie myślę o blogu, który stał się tak naprawdę moją pasją, bo to serio polubiłam. Lubię pisać nowe posty, choć są one nudne, źle napisane gramatycznie i interpunkcja u mnie leży i kwiczy, ale to naprawdę lubię. Lubię patrzeć jak rosną mi wyświetlenia, bo widzę, że nie tylko moja mama czyta mojego bloga :D


Piszę ogólnie ten post, bo wiem, że dużo osób ma tak jak ja. Naprawdę podziwiam osoby, które są świetne w szkole i co 2 dni dodają posta na bloga. Jak oni sobie dają radę?? Ja na poniedziałek mam 2 kartkówki (z czego jedną poprawkową, bo oblałam ją całkowicie) i odpowiedź ustną, we wtorek sprawdzian z polskiego a w czwartek sprawdzian z historii. A i jeszcze jutro muszę napisać sprawdzian z chemii a za tydzień kolejny :) I jeszcze muszę matematykę odrobić i przeczytać lekturę, której przeczytałam dopiero 3 strony. I wtedy zadaję sobie pytanie: "Po co ja to w ogóle robię? Jaki jest tego sens? Przecież ja się tylko zamęczę" To prawda. To nie ma większego sensu. Oceny w szkole wcale nie są miernikiem naszej wiedzy. I właśnie przez to powinniśmy poszukać czgoś co sprawia nam przyjemność. Poszukać własnego szczęścia.


Ja zaczynam trochę zmieniać swoje nastawienie. Szkoła nie jest najważniejsza. Matura jest ale sama szkoła niezbyt. Nie daje nam szczęścia. Natomiast daje nam sporo stresu i strachu. Co więc zrobić aby poczuć się lepiej? Znajdź pasję. Znajdź coś co lubisz robić. Coś co jak to będziesz robić to wyłączysz myślenie i porwą cię twoje emocje. Ja mam tak ze śpiewaniem. Nie obchodzi mnie nic dookoła. Tylko muzyka. To trochę taka terapia dla mózgu. Znaleźć szczęście nie jest łatwo. Wręcz przeciwnie, ale nie jest nieosiągalne. Otocz się osobami, które wywołują uśmiech na twojej twarzy i zapomnij o wszystkim co sprawia, że czujesz się źle, że czujesz się gorszy.

Znajdź trochę szczęścia

xx 
Alex

P.S. Zdjęcia są moje i objęte są prawami autorskimi

Dzisiaj przychodzę do Was z postem, który zajął mi dużo więcej czasu niż myślałam. Z racji tego, iż aktualnie w domu mam 3 tusze do rzęs, po...

Recenzja tuszy do rzęs: Rimmel, L'oreal, Wibo

Dzisiaj przychodzę do Was z postem, który zajął mi dużo więcej czasu niż myślałam. Z racji tego, iż aktualnie w domu mam 3 tusze do rzęs, pomyślałam, że mogłabym zrobić taką recenzję porównawczą. Oczywiście ja mam tylko 1 tusz. 2 jest mojej mamy a trzeci mojej siostry. Zaraz zobaczycie co z tego wynikło :)



Jak widzicie dzisiaj są to tusze: Wibo, L'oreal i Rimmel (wiem, że Rimmel jest niedokładnie dokręcony, odkręciłam go trochę, żeby nie było widać naklejki, później został normalnie zakręcony).

Najpierw może powiem jakie są moje naturalne rzęsy. Na moje rzęsy nie narzekam. Są czarne i długie, jednakże nie są tak grube jakbym chciała. Rzadko mi wypadają, choć zawsze jak zmywam tusz to mi przynajmniej jedna czy 2 wypadnie. Ja po zmyciu na noc tuszu z rzęs zawsze nakładam na nie odżywkę, żeby się trochę zregenerowały po całym dniu.

1. L'oreal Volume Million Lashes So Couture So Black

Zacznę może od najdroższego tuszu. Ostatnio dostała go moja mama i jak tylko go zobaczyłam to zrobiłam wielkie oczy i uznałam, że muszę go prztestować.
Ma bardzo ładne fioletowo-srebrne opakowanie, które wygląda bardzo stylowo i szykownie. Pachnie przepięknie. Pierwszy raz poczułam, że tusz do rzęs może ładnie pachnieć. Posiada również sylikonową szczoteczkę, która jest zaskakująco krótka, co mnie na początku strasznie zdziwiło.





 Nakłada się go dość dobrze. Dla mnie każdy tusz nakłada się tak samo. Trochę przeszkadza ta krótka szczoteczka, gdyż łatwo zahaczyć tuszem o nos. Co do tego, że jest bardzo czarny nie umiem się wypowiedzieć, gdyż sama mam czarne rzęsy, ale wydawał się ok. Minusem jest to, że skleja rzęsy co jest dość widoczne i musiałam się męczyć, żeby je choć trochę rozdzielić. Ogólnie to nie zapłaciłabym tylu pieniędzy za taki tusz.



cena: 61 zł

2. Rimmel Scandaleyes Volume Flash Mascara

Zacznę od tego może, że jest to tusz mojej siostry. Pamiętam kiedyś jak go używałam to bardzo mi się spodobał, aczkolwiek jak go użyłam niedawno to się okropnie zawiodłam.
Ogólnie opakowanie ma ładne. Bardzo dobrze się trzyma szczoteczkę, która już w tym przypadku nie jest sylikonowa i z tym nie ma najmniejszego problemu. Co do zapachu to pachnie jak najzwyklejszy tusz do rzęs.






Co do nakładania tego tuszu, to samo nakładanie nie sprawia problemu. Gorzej, że trzeba się namęczyć, żeby w ogóle ten tusz był widoczny, a jeśli dużo machamy tą szczoteczką po rzęsach to one się sklejają. Tusz na pewno wydłuża rzęsy bardziej niż je pogrubia. Jak na tą cenę jest to tusz taki średni. Najgorszy nie jest, ale są lepsze.


cena: ok. 28 zł

3. Wibo Mascara BB

Ten tusz już jest mój, więc mogę się wypowiedzieć też na temat częstego użytkowania. Ten tusz ponoć nie dość, że jest normalnym tuszem to ma też za zadanie działać jako odżywka. Ja osobiście nie zauważyłam, żeby moje rzęsy były po nim zniszczone, więc chyba działa. Co jest ciekawe w tym tuszu to szczoteczka, która ma dość dziwny kształt. Nakłada się ten tusz bardzo dobrze i zmywa też. Aczkolwiek nie radzę płakać, gdyż ja płacząc ze śmiechu miałam później czarne plamy to policzkach :)


Tusz się trzyma cały dzień z powodzeniem, oczywiście bez płakania :) Nie rozmazuje się. Z pewnością wydłuża rzęsy, bo nawet przy moich długich rzęsach to zawsze ludzi widzą kiedy pomalowałam rzęsy. Trochę skleja rzęsy, ale nie jakoś masakrycznie. Za taką cenę może trochę sklejać rzęsy. Kupiłam go w ciemno i okazał się być dobry :) Polecam go wypróbować :)




Cena: 11-20 zł


A tak bawiłam się miedzy zmywaniem tuszu a ponownym malowaniem :)




Do zmywania tuszy używałam (jakby ktoś chciał też mogę zrobić tego recenzję):



Jeśli mam wybierać to bym wybrała swój tusz z Wibo, gdyż na moich rzęsach sprawdza się najlepiej.

Jeśli chcecie więcej takich recenzji to dajcie znać :)

Przepraszam za jakoś niektórych zdjęć, ale aparat odmówił mi posługi w trakcie i nie chciał wyostrzyć moich rzęs, więc przerzuciłam się na komórkę.

xx

Alex

PS. Wszystkie zdjęcia objęte są prawami autorskimi.

Łączna liczba wyświetleń

Obsługiwane przez usługę Blogger.