Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty

Hejka! Pomyślałam, że zrobię taką serię już na tym blogu, gdyż jest to już mój chyba 3 czy 4 post tego typu, więc czemu nie, skoro jestem ...

Miesięczny przegląd muzyczny :)

Hejka!

Pomyślałam, że zrobię taką serię już na tym blogu, gdyż jest to już mój chyba 3 czy 4 post tego typu, więc czemu nie, skoro jestem jeszcze w takim wieku, że jestem "na czasie" ze wszystkimi nowościami i może ktoś posłucha tego w czym ja jestem zakochana. Jeśli nie wiecie jeszcze o co chodzi, to będę wybierać 5 piosenek lub zespołów i przedstawiać je Wam w zestawieniu do danego miesiąca. Zaczynajmy!

1.  BeMy


BeMy jest to zespół francusko-polski założony przez dwóch braci Mattię i Elliego Rosinskich, którzy urodzili się we Francji, ale mają rodziców Polaków. Sam zespół znam już dość długo, gdyż dawno temu byli w Dzień Dobry TVN i od tamtej pory miałam ich 2 piosenki na komórce i ciągle słuchałam. Ostatnio jednakże mieli koncert w Białymstoku, na który poszłam. Był dosłownie wspaniały i zakochałam się we wszystkim co tworzą. Wam chciałabym przekazać moją ulubioną piosenkę z albumu Grizzlin', czyli

Let The Sun


Piosenka opowiada o tym, że nie musimy się o wszystko troszczyć i wszystkiego mieć pod kontrolą, bo nie wszystko zależy od nas i nie mamy na to wpływu. Jak mówi tekst utworu "Pozwól słońcu oświetlić świat, ono ciebie nie potrzebuje".  Naprawdę zachęcam wszystkich do przesłuchania całego albumu, bo uważam, że chłopcy zasługują na większą rozpoznawalność.

2. Selena Gomez

Sel znowu wypuściła hit w postaci singla 

"Bad Liar"


No co tu dużo mówić, bardzo chwytliwa piosenka :) Na początku muszę się przyznać, że nie do końca ją rozumiałam, gdyż Selena zwrotki praktycznie mówi a nie śpiewa, ale później na szczęście jednak to się jakoś scala ze sobą. Nie jest to na pewno wymagająca piosenka do śpiewania, bo też nie ukrywajmy, no ale Sel nie ma mocnego głosu. Jednak jakoś zawsze tak dobiera sobie piosenki, że w odsłuchu to w niczym nie przeszkadza i jest naprawdę miło i przyjemnie tego słuchać.

3. Logan Paul

Uwaga, uwaga, youtuber wkroczył do akcji! Każdy powinien znać Logana Paul'a, gdyż ostatnio o nim i jego bracie naprawdę głośno na całym Youtube. Zaskoczył mnie tym, że stworzył naprawdę dość chwytliwą piosenkę, a mianowicie

Help Me Help You


Logan ma dopiero 22 lata a stworzył, można by powiedzieć, takie swoje małe imperium, czyli Logang. Ma własną markę, miliony oglądających na youtubie, mnóstwo innych projektów i naprawdę chłopak żyje swoim najlepszym życiem. W teledysku do tej piosenki występuję Shay Mitchell znana z serialu Pretty Little Liars, gdzie grała Emily. Youtuber nagrał kawałek w kolaboracji z zespołem Why Don't We, który bardzo dobrze śpiewa. Radzę ostrożnie podchodzić do tego utworu, gdyż nucenie go cały czas gwarantowane.

4. Sarsa

Oczywiście nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć polskiego akcentu, więc w tym miesiącu jest nim Sarsa, która nie jest tak długo na rynku i do której nie byłam ani trochę przekonana, aczkolwiek ta piosenka naprawdę nie jest zła, a mówię o

Volta


Jest to piosenka promująca film Juliusza Machulskiego o tym samym tytule i dokładnie po obejrzeniu tego filmu się dowiedziałam o tym utworze, gdyż była grana podczas puszczania napisów, czyli wtedy kiedy wszyscy wychodzą z kina. Słysząc ją, pomyślałam, że jest nawet dobra i nie brzmi tak polsko jak np. "My Słowianie" :D Mimo, że nie jestem fanką tej artystki, to cały czas puszczam i śpiewam tą piosenkę i uważam, że jest dość chwytliwa i zasługuje na Wasze przesłuchanie ;)

5. Gabrielle Aplin

Gabrielle jest artystką znaną z takich utworów jak "Please Don't Say You Love Me" czy też "Home", które myślę, że mogły się Wam obić o uszy. Ale nie o nich chciałabym Wam trochę opowiedzieć. Ostatnio w sugerowanych na youtube miałam właśnie inny utwór Tej piosenkarki.

Letting You Go


Z tego co dopiero teraz zauważyłam to jest to względnie "stara" piosenka, gdyż ma około 2 lat, a to na przemysł muzyczny trochę już jest, ale to nie robi absolutnie nic złego dla niej. Utwór ma bardzo ładną melodię, a Gabrielle ma przepiękny, uroczy głos. Po prostu nic dodać nic ująć i koniecznie musicie wysłuchać jej. Mimo że piosenka opowiada o "zerwaniu" to jest po prostu bardzo ładna do odbioru.

xx

Alex


Jako, że nigdy nie mam specjalnie w danym miesiącu innych "ulubieńców", gdyż nie mam tyle pieniędzy, żeby co miesiąc używać innych...

Ulubieńcy ostatnich miesięcy ♥

Jako, że nigdy nie mam specjalnie w danym miesiącu innych "ulubieńców", gdyż nie mam tyle pieniędzy, żeby co miesiąc używać innych produktów, robię więc ulubieńców ostatniego czasu, czyli kilku ostatnich miesięcy, a raczej tego czego się z Wami jeszcze nie dzieliłam :)

Zaczynajmy!


1. Książka

Książka, którą czytałam na przełomie grudzień/styczeń, to kolejna część znanej wszystkim serii, a mianowicie "Harry Potter i przeklęte dziecko".

Jak możecie przeczytać na okładce, książka ta została wydana w postaci scenariusza, gdyż tak naprawdę ta część ma na celu być wystawiana na deskach teatru, co z resztą miało już swoje miejsce. Jako prawdziwa fanka Harrego, nie mogłam, nie przeczytać także i tego. Książkę dostałam na święta, ale nie zaczęłam jej od razu czytać, gdyż ciężko mi się zabrać za czytanie. Jednak kiedy już po nią sięgnęłam, to przeczytałam ją w 2 dni. Mimo, że jest to scenariusz to mnie osobiście bardzo wciągnęła i trzymała w napięciu w niektórych miejscach, ale też w niektórych, ktoś kto czytał inne części Harrego Pottera, wiedział co się stanie. Akcja dzieje się 19 lat po Bitwie o Hogwart i co ciekawe według tego, jest to dokładnie 2017 rok (wiem, bo Rowling podała, że bitwa ta miała miejsce w 1998 roku i to na kilka dni przed moimi urodzinami). W tej kilkuset stronicowej książce jest opisane kilka lat, głównym bohaterem jest syn Harrego - Albus, który tak jak jego tata, stwarza problemy. Choć książka ma swoich zwolenników i przeciwników, ja jestem zdecydowanie za przeczytaniem jej, zwłaszcza jeśli ktoś czytał pozostałe części tej serii, gdyż jest to dość ciekawa kontynuacja.

2. Kosmetyki

Pierwsza na taśmę pójdzie pianka oczyszczająca z "Under Twenty" :)


Piankę kupiłam stosunkowo nie tak dawno, gdyż może tydzień temu. Potrzebowałam czegoś co będzie oczyszczać moją skórę i jak na razie zdaje egzamin. Ma bardzo przyjemny zapach arbuza (choć dla kogoś może pachnieć jak melon, ale wiadomo ta sama rodzina, to pachną podobnie). Po umyciu nią twarzy zdecydowanie czuć, że jest ona czysta. Ja niestety czuję, jakby stawała się lekko przesuszona, ale od razu nakładam krem na twarz i wszystko jest w porządku. Może nie powiedziałabym tylko, że skóra jest po niej miękka, bo używałam już innych produktów, które rzeczywiście miały taki efekt, no i tej piance jest jeszcze daleko do tego. Zobaczymy jak dalej się będzie sprawdzać, na razie daje rady ;)

Kolejnym produktem jest sól do kąpieli:





















Sól kupiłam tylko dlatego, że często po prostu chcę, żeby woda ładnie pachniała, ale nie chcę tych wszystkich bąbelków, więc szukałam jakiejś przyjaźnie pachnącej soli, co nie było takie łatwe, gdyż dużo soli pachnie jakby miały ten sam zapach, co detergenty myjące toaletę. Ale udałam się do Natury i tam znalazłam tą sól z Tutti Frutti i spodobał mi się jej zapach i cena, więc pomyślałam, że wezmę. Na pierwszy rzut oka lekko się tylko przestraszyłam, bo ta sól jest z płatkami kwiatów (te pomarańczowe nitki), a w moich oczach to wyglądało jak robaki i zastanawiałam się czy sól może się przeterminować a wtedy tworzą się robaki :D Ale na szczęście ogarnęłam, że to płatki jakiegoś kwiatka.

Kolej na róż do policzków :)

 Róż do policzków z Wibo, który już nawet nie wiem ile czasu go mam, jest moim nieodzownym przyjacielem. Nakładam go praktycznie codziennie na policzki i nie wiem jak jeszcze mi się nie kończy. Jest praktycznie go tyle samo ile było wcześniej. A jak możecie zauważyć, nie ukrywam, trochę brudne opakowanie, czyli używane ;) Róż w bardzo ładnym różowym kolorem.
Nie wiem tylko czy to dlatego, że nie umiem go nakładać, czy problem z moim lustrem/ światłem, czy mam jakieś krzywe oczy, ale bardzo ciężko mi jest czasami go nakładać, gdyż jak za dużo go nałożę na pędzel, to robi mi się placek różowego na policzku i w żaden sposób nie da się go rozprowadzić, dlatego muszę brać mało i uważać, żeby go dobrze rozprowadzić.






Kolejną "kosmetyczną" rzeczą, jest korektor :)




Potrzebowałam dość pilnie korektora w płynie, gdyż mój poprzedni zaczął mi przesuszać skórę pod oczami i nie mogłam obejść się bez kremu pod oczy 2 razy dziennie. Mój wybór padł na ten korektor z Lovely, który aplikuje się pędzelkiem. Pędzelek jest bardzo przyjemny w dotyku, jest miękki i dość precyzyjny. Sam korektor też jest dość dobry pod oczy, na wypryski już nie koniecznie, ale jak już mówiłam chciałam coś żeby mi zakryło moje wielkie wory pod oczami :) I zdaje egzamin na 5 ;)

Ostatnim już chyba kosmetykiem, jest pomadka, której o dziwo jeszcze tu nie pokazywałam:


Jest to pomadka w kredce z Golden Rose, w której jestem po prostu zakochana. Była to moja pierwsza tak mocna pomadka, którą dostałam od koleżanek na urodziny, więc trochę już ją mam :D Przede wszystkim jej atutem jest jakość w porównaniu z ceną. Taka kredka kosztuje ok. 13 zł, a utrzymuje się na prawdę długo. Owszem jak będziemy pić, albo jeść będzie się ścierać jak każda pomadka, ale sama się od środka nie zjada. Ja mam ją w kolorze 19 i jest to takie bordo, lekko fioletowe, bo pewnie nie widać na ręce. Jedyne co mi się nie do końca podoba, to to, że po kilku godzinach, jeśli nic się nie robi, strasznie się wysusza i widać wszystkie suche skórki na ustach, ale wtedy wiadomo, że trzeba coś wypić i ewentualnie poprawić kolor :) W Białymstoku niestety nie ma żadnego sklepu Golden Rose, jedyne gdzie można je kupić to na Madro w hali albo w którejś galerii jest wyspa Golden Rose.

To chyba wszystko co miałam Wam do przekazania. Mam nadzieję, że spodobają się Wam produkty i z chęcią któryś przetestujecie. Muzyki tym razem nie uwzględniłam, gdyż jest o tym oddzielny post z przed kilku dni.

Trzymajcie się ciepło ♥

xx

Alex



Niedawno minął rok od założenia tego bloga, gdyż pierwszy post opublikowałam 12.04.2015 roku. Czy żałuję, że założyłam go? Ani trochę. Żałuj...

Motywacja!

Niedawno minął rok od założenia tego bloga, gdyż pierwszy post opublikowałam 12.04.2015 roku. Czy żałuję, że założyłam go? Ani trochę. Żałuje tylko, że brak mi motywacji do regularnego i częstego pisania. Motywacja, no właśnie.

Często jej nam brakuje. Czemu? Głównie to lenistwo bądź po prostu podświadomie się ograniczamy przez różne czynniki. Ja przyznaję sama po sobie, że bardzo ciężko jest się zmotywować. Ja co jakiś czas po prostu potrzebuje dostać porządnego kopa w dupę, przez to, że ktoś mi powie, że mam się wziąć w garść, bo jak nie to będę nikim. Jest to lekkie przesadzenie oczywiście, ale na mnie to działa. I w pewnym sensie jest w tym dużo racji.

Jeśli my sami nie potrafimy się do czegoś zmotywować to nie oczekujmy, że inni zrobią to za nas, bo tak po prostu nie będzie.


Kiedyś bardzo mądra osoba mi powiedziała, że będzie ciężko i musi być ciężko, bo jeśli jest ciężko to zajebiście, bo to znaczy, że robisz coś w tym kierunku, żeby ci wyszło. Za każdym razem kiedy mam gorsze dni to przypominam sobie, właśnie tę osobę i to co mi powiedziała. Dopiero wtedy pierwszy raz zrozumiałam, że tak naprawdę ja kompletnie nie dawałam nic od siebie, tylko chciałam, żeby to samo nastąpiło i gładko szło. Ale tak w życiu niestety nie ma.

To prawda będzie ciężko, ale mogę obiecać, że w przyszłości to zaprocentuje.


Ja mam przykład przede wszystkim nauki, gdyż oczywiście jestem w 2 klasie liceum, ale dodatkowo mam też korki z chemii rozszerzonej i matematyki rozszerzonej, których nie uczę się w szkole, gdyż jestem na profilu humanistycznym. Wszystkim mówiłam, że tak gładko mi idzie, że ze wszystkim sobie daję radę. Nie było w tym ani trochę prawdy. Było cholernie ciężko, nie wyrabiałam się na zakrętach, nie potrafiłam wszystkiego ze sobą połączyć, a przede wszystkim nie umiałam sobie postawić priorytetów. Ucierpiała szkoła, ucierpiały korki, ale przede wszystkim bardzo ucierpiała moja psychika. I właśnie wtedy z pomocą przyszła moja koleżanka, od której dostałam porządnego kopa i zmotywowałam się jak nigdy. Teraz nie mam problemów większych z pogodzeniem wszystkiego. Owszem nie uczę się wszystkiego na 100%, ale to są właśnie te priorytety. Nie można być ze wszystkiego najlepszym i to też trzeba sobie uświadomić i zapisać w mózgu. Trzeba znaleźć jakąś dziedzinę, w której będzie się bardzo dobrym a w innych można być przeciętnym.


Czy podoba mi się to jak teraz wygląda moje życie? Nie. Jeszcze bardzo dużo pracy mnie czeka, żeby wyglądało tak jakbym chciała.

Podejmiecie się tego ze mną? Zmienicie świat na taki, w którym będziecie najlepszymi wersjami samych siebie? Zacznijmy wszystko razem :)

xx

Alex


Jako, że ja osobiście właśnie jestem w połowie drugiej klasy liceum, czyli już bliżej niż dalej, to mogę się już wypowiedzieć na niektóre te...

Wyobrażenia liceum vs rzeczywistość

Jako, że ja osobiście właśnie jestem w połowie drugiej klasy liceum, czyli już bliżej niż dalej, to mogę się już wypowiedzieć na niektóre tematy, a właściwie odpowiedzieć na mity, które krążą wśród nastolatków.

1. W liceum jest dużo więcej nauki niż w gimnazjum.

PRAWDA, ale nie zawsze.To zależy też od tego do jakiego pójdziecie liceum, czy lepszego czy gorszego. Ja mogę powiedzieć na swoim przykładzie, że chodziłam do najlepszego gimnazjum w Białymstoku i chodzę do najlepszego liceum w Białymstoku. Na pewno jest trochę więcej nauki, ale jeśli ktoś jest dobrze zorganizowany to całą pewnością da radę ze wszystkim i będzie miał jeszcze mnóstwo wolnego czasu :)

2. Nauczyciele nie będą już Wam na nic pozwalać.

FAŁSZ. I to całkowite kłamstwo. Nauczyciele w ogóle nie traktują nas jak ludzi prawie dorosłych, bądź już nawet dorosłych. Dla nich jesteśmy dziećmi. I owszem są wzmianki typu "w tym wieku to już Wam nie wypada tak robić", ale spokojnie. Nauczyciele w gimnazjum i nauczyciele w liceum zachowują się dokładnie tak samo.

3. Ludzie są już bardziej dorośli/poważni.

FAŁSZ. No niestety tu się nic nie zmienia :) Zwłaszcza w pierwszej klasie, gdy jesteście od razu po gimnazjum. Przyjście do liceum nie sprawi magicznie, że będziecie dorośli. Akurat ta sprawa to indywidualna cecha każdego człowieka i nie ma na to reguły.

4. Bardzo trudno jest się dostać do lepszego liceum.

PRAWDA / FAŁSZ. Tutaj mam raczej zdanie podzielone. Powiem tak, że na pewno nie jest tak, że bez laureata Was nie wezmą, bo mnie przykładowo wzięli. Jednakże trzeba mieć wysoką średnią z gimnazjum i dobrze zdane egzaminy, bo jak to olejecie to w tym momencie możecie się żegnać z wymarzonym liceum. Jest zawsze jeszcze druga opcja, czyli drugi nabór. Wtedy progi są zawsze obniżane i jest duża szansa, że jeśli nie dostaliście się tam gdzie chcecie to jeśli jest jeszcze miejsce w danej klasie to Was przyjmą.

5. W dobrym liceum są sami mądrzy ludzie.

FAŁSZ i to całkowity. Są ludzie mądrzy, ale też są ludzie, którzy dostali się, bo mieli laureata z jakiejś olimpiady kompletnie nie związanej ze swoim profilem. Znam paru ludzi, którzy właśnie tak się podostawali, więc nie myślcie, że będziecie najgłupsi w klasie. Trzeba wierzyć w siebie :)

6. "Przyjaźń dla hajsu".

PRAWDA / FAŁSZ. Tu naprawdę zależy do jakiego liceum traficie, bo znam licea, gdzie to kto ile ma w portfelu mocno się liczy, ale nigdy aż tak, żeby nie znaleźć przyjaciół. Jednak jest coś takiego, że jeśli nie masz markowych rzeczy to jesteś trochę niższej klasy, ale jeśli trafisz na odpowiednich ludzi to nie będzie miało to żadnego znaczenia.

 7. Po liceum musisz iść na studia.

FAŁSZ. Po liceum jak i po każdej innej szkole możesz robić to co chcesz robić. Nikt Ci nie może tego warunkować. 

To tylko parę mitów, które na bieżąco sobie przypominałam. Podkreślę też, że to jest moja opinia na te tematy i macie zupełne prawo się ze mną nie zgodzić :) Jednak i tak zachęcę Was do komentowania, subskrybowania itd. :D 

xx

Alex 

Długo mnie tu nie było chyba. Już prawie miesiąc. Dzisiaj dość taki osobisty post, gdyż opowiem co się tam u mnie działo i co zamierzam robi...

Szkoła, stres i czemu mnie nie było? + moje zdjęcia ♥

Długo mnie tu nie było chyba. Już prawie miesiąc. Dzisiaj dość taki osobisty post, gdyż opowiem co się tam u mnie działo i co zamierzam robić w przyszłości a w tle jeśli ktoś nie chce czytać tego co piszę to będę wklejać zdjęcia, które zrobiłam :)

Zaczynając, to listopad był miesiącem bardzo ciężkim dla mnie. Nie wiem czy już o tym wspominałam na tym blogu, ale ja chodzę obecnie do 2 klasy liceum do klasy humanistycznej, ale typową humanistką nie jestem. Jak ja to zawsze mówię, jestem humanistką z dawnego tego pojęcia znaczenia. Jestem ze wszystkiego dość tak samo dobra, nic nie sprawia mi dużo kłopotu i w niczym nie jestem jakaś tragiczna. Przez to właśnie miałam problem z wyborem klasy. Poszłam na humana, bo chciałam iść na prawo. Pod koniec pierwszej klasy już byłam bliska przeniesienia się do innej klasy. Myślałam wtedy konkretnie o mat-geo, ale moi rodzice powiedzieli, że jak chcę to mogę chodzić na korki z matmy.


Pomyślałam, że nie chcę sobie zamykać żadnej drogi, więc zdecydowałam się na te korki i na nie przeniosłam się do tamtej klasy. W wakacje moja siostra zaproponowała mi, że może mi udzielać korepetycji z chemii jeśli chce. Z racji, że chemię lubię, a nie wiem gdzie pójdę na studia, zgodziłam się. I tak załatwiłam sobie korki z 2 przedmiotów, oczywiście rozszerzonych. I tak uczyłam się przez 2 miesiące, aż miałam dość. Byłam wiecznie zmęczona, na nic nie miałam czasu, ale przede wszystkim ja już nie miałam chęci. Kiedy myślałam o nauce mój mózg od razu się buntował. Nie mogłam się uczyć, nie mogłam się skupić, byłam cały czas rozdrażniona, cały czas się stresowałam, mało jadłam i złapałam trochę jedynek w szkole.


Zaniedbałam kompletnie wszystko: bloga, moją stronę ze zdjęciami, naukę, czytanie książek, nawet znajomych. W połowie listopada postanowiłam wziąć się w garść i znaleźć w sobie odwagę i się przenieść do innej klasy tam gdzie będzie mi łatwiej. Pomyślałam o klasie przyrodniczej, czyli mat-chem-biol. Przez kolejne tygodnie załatwiłam wszystko, załatwiłam przeniesienie się. Z dnia na dzień dyrektor powiedział, żebym się przeniosła i tak zrobiłam, ale nie wyszło mi to na dobre. W ciągu 1 tygodnia przez sam stres schudłam 2 kg. Nie dałam rady nic jeść, bo miałam zwyczajny wstręt do jedzenia. Kolejne dni też nie były za ciekawe. Przeniosłam się w czwartek. To był najgorszy dzień w moim życiu.
Po pierwszym dniu chciałam od razu wrócić, bo miałam taką możliwość. Dyrektor dał mi możliwość powrotu w ciągu 2 tygodni bez żadnych konsekwencji ani nic. Pomyślałam oczywiście, ze no pierwszy dzień jest zawsze zły i muszę trochę jeszcze pobyć i zobaczyć co i jak. Okazało się, że nie tylko sam fakt przeniesienia się mi nie przypadł do gustu, ale także nauczyciele okazali się krótko mówiąc tragiczni. Ja chcę zdawać na maturze matmę i chemię, biologia była jako taki dodatek, bo w sumie lubię biologię, no ale niestety z panią uczącą tego przedmiotu to się nie polubiłyśmy. Tak cisnęła, że ja ucząc się do biologii wykonywałam tyle pracy ile wykonywałam na humanie robiąc jeszcze korki z 2 przedmiotów. Chemia okazała się beznadziejna, bo nauczycielka znalazła się chyba ogólnie na nie swoim miejscu, gdyż nie to, że nie umiała uczyć, ona nie uczyła w ogóle. Z moją siostrą nauczyłam się milion razy więcej i lepiej niż z tą babką oni mieli. Jedynie matematyka to był miły punkt w tym wszystkim, bo pani była bardzo dobra.


Niestety moja psychika była na wyczerpaniu. Może nie było gorzej niż wcześniej, ale nadal było źle. Nic się nie zmieniło, a pojawiły się nowe utrudnienia. Po prawie tygodniu wróciłam to swojej starej klasy. Niektórzy mogą uznać, że stchórzyłam, ale ja wcale tego nie zrobiłam. Ja po prostu przyznałam,  że sobie z czymś nie radzę. Tchórzy i poddaje się ktoś, kto nie chce się do tego przyznać. W czymś jesteśmy dobrzy, ale jest coś z czymś sobie nie radzimy i wymaga odwagi przyznanie się do tego. Był to dość dobry test też na znajomych, gdyż większość cieszyła się, że wracam, ale nie wszyscy, byli też ci którzy mówili, że głupio zrobiłam, że się poddałam i że nawet nie spróbowałam i że będę żałować. Tylko, że do tej pory jakoś nie żałuję. Dużo się w sumie nauczyłam. Przede wszystkim tego, żeby doceniać to co mam i ustalić swoje priorytety. W tym wypadku moja psychika była dla mnie priorytetem. Dużo mniej narzekam też na wszystko i widzę rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Jestem teraz lepiej zorganizowana, mam swój harmonogram i w  miarę się do niego stosuję :)


Morał z tego wszystkiego płynie taki: jak chcesz coś zrobić to to zrób i nie patrz na to co myślą inni. Jeśli ci to nie wyjdzie to się nie przejmuj. Ma prawo nie wyjść. Nie jesteś idealny i to cię czyni wyjątkowym.

A co do spraw bloga, to powoli będę wracać. Nie wiem jeszcze na ile to będzie regularnie, ale na pewno nie będzie to 1 post na miesiąc :D Niedługo święta, więc może szykować się coś świątecznego :) Stęskniłam się za tym i nigdy nie zamierzam zrezygnować z tego co sprawia mi przyjemność.

Życzę Wam miłych Mikołajek :)

xx

Alex

P.S. Wszystkie zdjęcia są moją własnością, objęte są więc prawami autorskimi i nie wolno ich kopiować.

Pewnie większość z Was spotkała się już z listami "Rzeczy do zrobienia przed 18" "Rzeczy do zrobienia przed śmiercią" it...

21 rzeczy do zrobienia przed 20-stką :)

Pewnie większość z Was spotkała się już z listami "Rzeczy do zrobienia przed 18" "Rzeczy do zrobienia przed śmiercią" itp. Ja 18 lat skończę za 7 miesięcy, więc trochę mało czasu mi zostało. Czemu nie przed śmiercią? Bo nie wiem kiedy umrę, nikt tego nie wie. A nie chcę umrzeć z myślą, że nic nie zrobiłam w życiu. Dlatego 20 lat wydaje mi się optymalne dość :)
Postanowiłam zrobić tą listę, gdyż po pierwsze uznałam, że fajnie sporządzić taką listę i może jak się z kimś nią podzielę to kogoś to też zainspiruje :) A po drugie mam kompletnego doła twórczego już od długiego czasu a czuję presję wstawiania postów, zwłaszcza, że nie było takowego w sobotę. Polecam jeśli ktoś ma totalnego doła jak ja i pisze bloga, albo vloguje to przejrzyjcie internet. Ja tak zawsze robię. Nie szukam tylko pierwszego lepszego tylko po prostu przeglądam, przeglądam i jak nagle powiem przy którymś "O to jest fajne!" to wtedy to robię.
Ale już nie gadam bez sensu.

Lista rzeczy do zrobienia przed 20-stką
  • Zapisać się do wolontariatu w schronisku
 
  • Przeczytać "Lalkę"
 
  •  Pójść na minimum jeszcze jeden koncert
 
  • Poznać nowych ludzi
 
  • Zrobić prawo jazdy

  • Zdać maturę i dostać się na studia jakie chcę
 
  • Wyjechać gdzieś ze znajomymi
 
  • Polecieć gdzieś samolotem
 
  •  Nauczyć się gry na gitarze
 
  • Tańczyć na plaży przy zachodzie słońca
 
  • Z dnia na dzień postanowić, że gdzieś pojadę i to zrobić
 
  • Skoczyć ze spadochronem
 
  • Zrobić sobie mały tatuaż i kolejne dziurki w uszach
 
  • Zarobić swoje pierwsze pieniądze
 
  • Napisać książkę
 
  • Pokonać część swoich lęków
 
  • Być odważna
 
  • Zmienić coś na lepsze
 
  • Wysłać list w butelce
 
  • Puścić lampion w niebo 
 
  • Zrobić zdjęcie, którym zachwycą się ludzie
 
xx
 
Alex

Nie wiem czy chcielibyście taką serię na moim blogu, ale nie mogłam wymyślić nic kreatywnego a nie chcę też zaniedbywać tego bloga, bo chcę ...

#AlexKomentuje n°1 (imigranci)

Nie wiem czy chcielibyście taką serię na moim blogu, ale nie mogłam wymyślić nic kreatywnego a nie chcę też zaniedbywać tego bloga, bo chcę go prowadzić porządnie. W tej serii wypowiadałabym się na obecne tematy, które wywołują wiele emocji, ale także bym opowiadała co tam u mnie się obecnie dzieje i dawałabym na koniec coś Wam do polecenia tzn. piosenkę jakąś czy też książkę albo film. Może to właśnie przetestujemy. Jeśli nie będzie złych komentarzy, a wątpię, bo do tej pory dostałam 1 komentarz to mogę to kontynuować. Nie będzie to regularna seria. Po prostu jak będę chciała z Wami pogadać to wtedy to zrobię :)

Pierwszy temat: imigranci. U mnie praktycznie na każdej lekcji jest poruszany ten temat, co się już robi trochę nudne, aczkolwiek pomyślałam, że warto się jednak wypowiedzieć na ten temat skoro jestem Polką i to też mnie dotyczy.
Po pierwsze zawsze mówię o nich imigranci, gdyż tam uchodźców prawdziwych jest praktycznie garstka a większość to zwykli imigranci ekonomiczni, którzy idą po pieniądze. Prawdziwi uchodźcy, którzy chcą uciec przed wojną idą do ambasad i starają się załatwić wszystko zgodnie z prawem, gdyż na taką wyprawę ich nawet nie stać.
Może by nie nabrało takiego wydźwięku, gdyby to nie byli muzułmanie. I ok, mogą mieć tą swoją religię, ja tam ich nie bronię, ale jak ktoś chce mnie zabić za to, że ja wyznaję inną wiarę i uważa, że on mi nawet pomaga przez to, to coś tu się nie zgadza. I ok, ja naprawdę głęboko wierzę, że są normalni muzułmanie, bo słyszałam wiele już historii, dobrych również. Tylko jak w tak wielkiej fali imigrantów odróżnić zwykłego muzułmanina od radykała? Nikt tego nie zrobi. Tak samo jak odróżnić osobę naprawdę potrzebującą pomocy od takiej, która tylko udaje.
Niektórzy mogą powiedzieć, że musimy ich przyjąć, bo Unia, bo jak nie przyjmiemy to znaczy, że jesteśmy ksenofobami i rasistami, że Polacy też masowo wyjeżdżali i nadal wyjeżdżają za granicę itd.
  • Unia powoli słabnie. Nie długo zacznie się rozpadać. Wszyscy chcą się od niej uwolnić, wiec czemu mamy się jej słuchać? Bo daje nam pieniądze? My też dajemy na nią pieniądze, więc jaki jest w tym sens?? Powinniśmy się zająć sobą i myśleć o przyszłości naszego kraju, a nie przypodobać się wszystkim naokoło. To tak jak w życiu. Będziesz się słuchać jak ktoś ci mówi jak powinieneś się ubierać czy sam będziesz decydować o tym co TY chcesz?
  • Ksenofobia i rasizm. To dość mocne słowa. Ja nie mówię, że ja bym tym uchodźcom nie pomogła, bo bym to zrobiła i to z ogromną przyjemnością, ale są inne metody na to i to nie jest sprowadzanie ich do siebie. Nie wiem czy ktoś z Was chodził na wolontariat. Na wolontariacie, pomagasz ludziom, ale to ty idziesz do nich, a nie oni do Ciebie. Nadal jest to pomoc i naprawdę dla wielu ludzi ona daje bardzo dużo. Tak samo my moglibyśmy pomóc uchodźcom nie sprowadzając ich do siebie, bo tak tylko zbywamy problem, którym tak naprawdę jest wojna. Zauważcie, że ja mówię o uchodźcach. Nie o imigrantach. Z tego wniosek jest taki: jeśli ja chcę im pomóc bezinteresownie, chcę żeby byli szczęśliwsi to, to nie jest rasizm ani ksenofobia.
  • Co do Polaków wyjeżdżających za granicę. Zgodziłabym się, że to jest jakiś argument, gdyby nie pewien fakt. Polacy wyjeżdżając zawsze dostosowywali się do panujących gdzieś norm i praw. Nigdy nie narzucali własnych ideologii. Często ciężko pracowali by w ogóle przeżyć. Wszyscy się asymilowali.
Jest w ogóle jeszcze jedna rzecz. Teraz wszędzie mówią o imigrantach: w gazetach, w internecie, w telewizji, na ulicach. Wszędzie. I nikt nie patrzy co robi Rosja i jak zachowuje się Putin. A to jest bardzo duży błąd. Krążą plotki, nie wiem czy to prawda, mogę się mylić i naprawdę mam taką nadzieję, krążą plotki, że Białoruś planuje podpisać układ z Rosją o włączenie Białorusi do Rosji. Później jest nasza granica i nie chcę nawet sobie wyobrażać co się stanie. Chyba już wolę tych uchodźców :)

A teraz chciałabym Wam polecić 1 piosenkę, którą usłyszałam wczoraj i wywołała na mnie ogromne wrażenie. Pochodzi ona z filmu Miasto 44, które miało parę momentów dość śmiesznych (efekty specjalne) aczkolwiek po wyjściu z sali kinowej miałam wielkie oczy i bardzo to przeżyłam. Piosenka ma klimat właśnie taki wojenny, ale również trochę miłosny. Polecam Wam jej przesłuchanie kiedy są zgaszone światła i macie słuchawki na uszach :)


Wszystko co opisałam w tym poście to są moje własne opinie. Mogę się mylić w pewnych sprawach, mogłam uogólniać, ale to jest moje zdanie na ten temat. Szanuje opinię każdego, choć nie muszę się z nią zgadzać, ale z nikim nie zamierzam się kłócić :)

xx

Alex

Łączna liczba wyświetleń

Obsługiwane przez usługę Blogger.